zabytki dolnego śląska

www.zabytkidolnegoslaska.com.pl

Polish Czech English French German Italian Russian Spanish

baza_balustradaW ostatnim czasie odnalazł się na terenie zamku w Starych Tarnowicach zaginiony portal pałacu w Płoninie.  W jaki sposób tam się znalazł ? Sprawę bada prokuratura, ale legnicki konserwator zabytków Zdzisław Kurzeja już wypowiedział się na łamach prasy:  (…) Z moich ustaleń wynika, że właściciel zamku Niesytno przekazał portal do konserwacji (…). Nie wspomina o innych elementach, których dzisiaj na swoim miejscu już nie ma.

Po pożarze zginął niemal cały wystrój kamieniarski pałacu łącznie z balustradami, schodami, płaskorzeźbą nad oknem wieży, a nawet altana stojąca na tarasie. Dzisiaj pałac jest wielkim gruzowiskiem, gdzie poniewierają się resztki wspomnianych wyżej elementów. Czy one również się odnalazły ?

zobacz więcej na niesytno.pl

Comment

Oto jest pytanie. Jeśli dotychczasowy właściciel nie zastosuje nowego wybiegu prawnego, zabytek wróci do stęsknionej gminy.

Wyrok Sądu Okręgowego w Opolu, nakazujący Robertowi Majcherowskiemu zwrot zamku, jest już prawomocny. Nie pomogła apelacja. Gmina musi z kolei zapłacić przedsiębiorcy 187 tys. zł odszkodowania.

- Nie możemy skontaktować się z Robertem Majcherowskim - informuje radca prawny Urzędu Miejskiego w Głogówku Leszek Dulęba. - Planujemy złożyć te pieniądze w sądzie, w formie depozytu, stamtąd dotychczasowy właściciel odbierze je w odpowiednim czasie.

 

Czy można już mówić o ostatecznym odzyskaniu zamku przez gminę? Niezupełnie.

 

Przypomnijmy - Robert Majcherowski, niedługo po zapadnięciu wyroku (jeszcze wtedy nieprawomocnego) w sprawie zwrotu zamku, zastosował wybieg prawny, polegający na przekazaniu zabytku spółce "Castellum Glogovia", której jest jedynym udziałowcem. W akcie notarialnym, który został wtedy sporządzony, znalazł się zapis mówiący, iż zamek "nie jest przedmiotem jakiegokolwiek postępowania sądowego lub administracyjnego oraz nie ma żadnego orzeczenia sądowego lub administracyjnego, z mocy którego mógłby należeć do osób trzecich".
(...)

 

tygodnikprudnicki.pl

Comment

Trwa walka o ustalenie do kogo należy warownia w Bolkowie
 

Nie na miecze i topory, ale na przepisy i argumenty toczy siękolejna batalia o zamek Bolków. Władze Bolkowa i Muzeum Karkonoskiego spierają się o to, kto jest właścicielem warowni.

 

Obiekt został przekazany miastu, ale według szefowej muzeum, Gabrieli Zawiły, stało się to z naruszeniem prawa. Sąd uznał racje miasta, ale minister spraw wewnętrznych wskazał, że wkomunalizacji pomięto muzeum i sprawa znów wróciła na wokandę.

 

Zastępca burmistrza, Jacek Machynia ma nadzieję na drugie zwycięstwo,choć liczy się też z możliwością przegranej:

Dyrektor Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze, Gabriela Zawiła podkreśla, że trzeba szybko ustalać właściciela, by ten mógł kontynuować trwające tam prace remontowe.

 

Do tej pory za ponad 410 tysięcy złotych zostały zabezpieczonepękające mury warowni i naprawione wszystkie miejsca, gdzie jakieś cegły lub kamienie mogłyby spaść turystom na głowę.

 

Mury zamku nie tylko zostały naprawione, ale też ich korony zostały pokryte specjalnym cementem, który będzie je chronił przedwpływem wody. Prace na zamku są ciężkie, utrudnia je koniecznośćwnoszenia wszystkich materiałów na plecach robotników i przyczepiania rusztowań do murów. Nie ma ich bowiem na czym postawić.

 

regional.pl

Comment

Prawdopodobnie w przyszłym miesiącu na dach Dworu Biskupiego w Nysie wejdą dekarze i zacznie się zabezpieczenie pokrycia przed dalszą dewastacją.

 

- Konserwator zabytków ogłosiła przetarg na zabezpieczenie tego obiektu – powiedziała Jolanta Barska, burmistrz Nysy. – Ten ważny dla naszego miasta zabytek nie będzie już niszczał.

Prace zabezpieczające mają objąć częściowy demontaż dachówki na budynkach, położenie w to miejsce blachodachówki, wykonanie obróbek z blachy ocynkowanej oraz zabezpieczenie kominów taśmą.

Według urzędników z nyskiego magistratu dobrze się stało, że przetargiem zajmie się bezpośrednio konserwator, bo skróci to terminy wyłonienia wykonawcy i ułatwi nadzór nad remontowanym zabytkiem.

Przypomnijmy, w ubiegłym roku Wojewódzki Konserwator Zabytków Iwona Solisz nakazała właścicielowi niszczejącego Dworu Biskupiego w Nysie zabezpieczyć budynki po byłej Spółdzielni Inwalidów „Pokój”. Zabytkowy obiekt kilka lat temu kupiła prywatna łódzka spółka. Przedsiębiorca z Łodzi miał uzupełnić braki w pokryciu dachowym oraz zabezpieczyć otwory drzwiowe i okienne przed dostępem osób niepowołanych. Nakazowi temu nadany został tryb natychmiastowej wykonalności.

Niestety właściciel nieruchomości nie wywiązał się z nakazu konserwatora zabytków. Nałożona kara w wysokości 10 tysięcy złotych też nie poskutkowała. Opolski konserwator uznał, że nie ma sensu dalej wydawanie nakazu, bo obiekt z dnia na dzień popada w jeszcze większą ruinę

 - W takiej sytuacji podjęłam decyzję o wyłożeniu środków finansowych z naszego budżetu na wykonanie zabezpieczeń w tym obiekcie – mówi Iwona Solisz i wyjaśnia, że wcześniej nie można było podjąć takiej decyzji bez wyczerpania innych środków prawnych. – Takie są procedury i nie mogłam nic innego zrobić.

 W sprawie notorycznych kradzieży w niezabezpieczonej nieruchomości burmistrz Nysy Jolanta Barska złożyła wniosek do prokuratury o wszczęcie dochodzenia.

 - Ponad dwa miesiące temu złożyłam ten wniosek. Byłam na tą okoliczność już przesłuchiwana i z tego, co wiem to właściciel zabytku też był przesłuchiwany w Łodzi – mówiła przed miesiącem Jolanta Barska i wyjaśniła, że chodziło głównie o kradzież pokrycia dachowego Dworu Biskupiego.

 

źródło: naszanysa24.net

Comment

Nieruchomość stanowi część dawnego zespołu pałacowego w Gorzanowie. Oficyna browarna objęta jest ochroną konserwatorską poprzez wpis do rejestru zabytków pod nr 215/1032/Wł decyzją z dnia 10.09.1984 r. Prowadzenie prac konserwatorskich, restauratorskich i robót budowlanych oraz prac ziemnych i innych prac przy obiekcie wymaga uzyskania pozwolenia organu ochrony zabytków.  Działania te wymagają opracowania stosownej dokumentacji projektowej uzgodnionej z organem konserwatorskim.

 

 

Comment

Wiele lat temu była tu bielarnia lnu, teraz jest luksusowy pałac i zarazem znakomita atrakcja turystyczna. Podczas wczorajszego otarcia w Pałacu Pakoszów gromadziły się tłumy.


Wycieczki po pałacu oprowadzane były co 20 minut. Za każdym razem gromadziły się kilkunastoosobowe grupy chętnych. Przed pałacem momentami trudno było znaleźć miejsce parkingowe. Przyjechało sporo osób z regionu, a także gości z Niemiec.

 

Pałac w Pakoszowie został wybudowany w 1725 roku z inicjatywy Johanna Gottfrieda i pozostawał w posiadaniu rodziny do 1945 roku.

– Mieściła się tu manufaktura – bielarnia lnu – mówi Karolina Wolińska, menadżer Pałacu Pakoszów. - Zwożono tu len, następnie bielono go i rozkładano na pobliskich łąkach, by słońce wysuszyło materiał. Następnie transportowano go do Hiszpanii, pod eskortą żołnierską, bo ten towar był bardzo cenny. Stamtąd płótna trafiały do wielu krajów świata.

 

Obecnie jest to nowoczesny obiekt hotelowy. Ma 18 pokoi w różnym standardzie. Do dyspozycji gości jest basen, sauna, biblioteka. Jest w nim także restauracja – dominuje kuchnia francuska i tradycyjna polska.

 

Perełką jest ponad stumetrowa sala barokowa na pierwszym piętrze, jej sufit zdobi malowidło. Dawniej było to także reprezentacyjne pomieszczenie pałacu. Z poprzedniego malowidła zachowały się nieliczne freski. Zostały one odtworzone i odrestaurowane. Plafon odtworzył jeden z bardziej znanych niemieckich artystów- Christoph Wetzel. Przyjechał z Drezna, gdzie zajmował się odrestaurowaniem kopuły kościoła Frauenkirche.

 

Pałac po II wojnie światowej przekwalifikowano na dom dziecka, później były w nim mieszkania. W latach 90-tych systematycznie podupadał. W 2004 roku obiekt kupili potomkowie pierwszych właścicieli: Hagen i Ingrid Hartmann. Remont trwał od 2007 roku. Wczoraj otwarto go po remoncie.

 

To kolejna perełka turystyczna w naszym regionie, która dostała "kolejne życie". Pałac dołączył do grona Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej.

 

nj24.pl

Comment

Za pół miliona Diecezja Legnicka promuje kościoły Przewodniki i foldery mają zwabić turystów


Ruszył przetarg na kampanię promującą zabytki sakralne Diecezji Legnickiej. Kuria przeznaczyła na ten cel 567 tys. zł (w tym jest prawie 400 tys. zł pozyskanych z Unii Europejskiej). Do końca marca 2012 roku w ogólnopolskiej prasie ukaże się 8 reklam zachęcających do odwiedzenia wiekowych świątyń. Równolegle ukażą się dwa 72-stronicowe przewodniki. Jeden w miękkiej oprawie i nakładzie 25 tysięcy egzemplarzy, drugi z twardą okładką, powielony w 7 tysiącach sztuk. Do tego 10 tysięcy map ze szlakiem po diecezjalnych zabytkach i 80 tysięcy folderów.

Wszystko dostępne za darmo dla osób, które zechcą skorzystać z tych materiałów.

Przygotowywana jest także strona internetowa z wirtualną wersją przewodnika, wykorzystującą technologię 3D, Google Earth i zdjęcia panoramiczne 360 stopni.

Diecezja Legnicka ma pod swoją pieczą kilkaset zabytkowych budowli. Na listę tych, które będą promowane w nowych przewodnikach turystycznych, trafiło 36. Niekiedy wybór wydawał się oczywisty.

Tak było w przypadku pocysterskiego opactwa w Krzeszowie, legnickiej katedry św. Apostołów Piotra i Pawła, kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego w Jeleniej Górze i sanktuarium w Legnickim Polu. Obok nich pojawiają się maleńkie wiejskie świątynie, którymi dotąd zachwycała się garstka wtajemniczonych, jak nazywany perełką baroku kościółek w Słupie czy poewangelicki siedemnastowieczny kościół graniczny w Pogorzeliskach, z bogatymi polichromiami i innymi cudami . - To prawdopodobnie jedyny w Europie kościół, w którym strop podpiera umieszczona centralnie belka wyrzeźbiona w kształt palmy - mówi ks. Jan Pryputniewicz, proboszcz z Pogorzelisk. Ks. Marian Kopko, kustosz Krzeszowa, liczy, że dzięki reklamie zwiększy się ruch turystyczny. Choć - jak zaznacza - już teraz nie widać powodów do narzekań. - Rocznie odwiedza nas po 70 tysięcy turystów i pielgrzymów, w tym wielu Niemców i Czechów - mówi ks. Kopko. Na liście zabytków do promowania znalazły się m.in. kościoły w Bolesławcu, Chojnowie, Gryfowie,Mirsku, Lubawce, Lwówku Śląskim, Kowarach, Prochowicach Złotoryi. ZOBACZ PEŁNĄ LISTĘ ZABYTKÓW TUTAJ
 
naszemiasto.pl

czytaj więcej

Comment

Niejasna sytuacja prawna, wysokie koszty czy zwyczajny brak dobrej woli. Jakie są powody popadania w ruinę zabytku w Jędrzychowie?

 

Świątynia pochodzi z XVIII wieku. Została zbudowana na miejscu zamku Henryka III głogowskiego z 1295 roku. Po 1945 roku kościół systematycznie popadał w ruinę. Teraz jest jeszcze gorzej. W budynku nie ma schodów i okien, a całość nie jest zabezpieczona. Każdy może wejść do kościoła i do krypt, w których wciąż znajdują się fragmenty zwłok. Nikt nie dba o bezpieczeństwo ewentualnych “ciekawskich”, którym cegły mogą spaść na głowę. Sprawa była wielokrotnie poruszana w mediach. Postanowiliśmy sprawdzić, jakie są szanse na ratowanie zabytku. 


Do odpowiedzialności za stan kościoła niewielu się przyznaje. Przedstawiciele urzędu gminy w Polkowicach, jak i Urzędu Ochrony Zabytków w Legnicy twierdzą, że budynek należy do parafii w Jędrzychowie. Potwierdza to Ewa Szczecińska-Zielińska, rzecznik prasowy burmistrza Polkowic i Dagmara Kużdżał z archiwum zabytków. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. 


- Właścicielem tego obiektu jest parafia w Szklarach Górnych - odsyła nas proboszcz z Jędrzychowa, ks. Daniel Wójcik. 


Dlaczego? Tego nie wie nawet ks. Marian Gorący, proboszcz parafii św. Piotra i Pawła w Szklarach. 


- Obiekt znajduje się na terenie parafii w Jędrzychowie. Nie wiem, dlaczego należy do Szklar - mówi. - Nie stać nas na cztery kościoły. W Trzmielowie świątynia się wali. Jest tylko pięć rodzin katolickich. Reszta to prawosławni - dodaje. 


Obecnie parafia posiada fundusze tylko na częściowy remont kościoła w Szklarach Górnych. Koszt renowacji jednego ołtarza oszacowano na 160 tys. zł. Z powodu zbyt małej liczby mieszkańców zaadaptowanie ruin świątyni ewangelickiej dla potrzeb kościoła katolickiego jest nieopłacalne. 


- To trzeba było robić 20 lat temu, bo teraz to ruina - dodaje ks. Gorący. Na pytanie o choćby prowizoryczne zabezpieczenie niebezpiecznego obiektu, umieszczenie tabliczek ostrzegawczych czy też ogrodzenie, odpowiada krótko: - Nie mamy pieniędzy. 


W 2005 roku świątynię chciało kupić niemieckie Stowarzyszenie Miłośników Zamku Heiznenburg. Jednak jego założyciel, Jacob Kuhn, zaprzestał prób przejęcia dawnego zamku nie mogąc znaleźć osoby za niego odpowiedzialnej. 


W piątek Leszek Dobrzyniecki, inspektor legnickiej delegatury Urzędu Ochrony Zabytków, sprawdził stan obiektu. Teraz sporządzi protokół dotyczący zabytku, w którym wyda zalecenia, co do jego ewentualnego zabezpieczania i renowacji.

 

naszemiasto.pl

Comment

Co najmniej kilka tysięcy historycznych budowli w Polsce, wpisanych do rejestru zabytków, wymaga generalnego remontu. Tylko na Dolnym Śląsku, najgęściej usłanym zabytkami z województw, w złym stanie technicznym znajduje się ich około 2 tysięcy. Pieniędzy – przy obecnym poziomie finansowania - wystarczy na remonty 10-30% z nich. Czy reszta ma się zawalić? Niekoniecznie. Za stosunkowo niewielkie pieniądze można by podjąć niezbędne prace zabezpieczające...

 

czytaj więcej na doba.pl

Comment

- Kraków przez 30 lat dostał miliard złotych na swoje zabytki. Krakowskie obiekty zostały już uratowane, teraz czas na inne - mówi poseł Michał Jaros. Po raz kolejny powraca temat nierównomiernego finansowania zabytków w Polsce.

 

Ustawiony przez TUMW w Krakowie bilbord
(..)Fundusz krakowski to nie jedyny dowód na niesprawiedliwość rozdziału środków na zabytki. Innym przykładem jest budżetowe dofinansowanie wojewódzkich konserwatorów z różnych regionów. Karabon: - Ten podkarpacki dostaje 11 razy więcej pieniędzy niż dolnośląski, mimo tego że Dolny Śląsk ma dwa razy więcej niż Podkarpacie.

Jaros i Karabon zaprezentowali też propozycję zmian. Chcieliby, żeby zamiast funduszu krakowskiego powstał Narodowy Fundusz Rewaloryzacji Pomników Historii. - Taka ministerialna pula, pod patronatem Kancelarii Prezydenta, powinien finansować najcenniejsze zabytki z całego kraju. Powinniśmy powołać też tzw. pogotowie konserwatorskie, które ratowałoby obiekty najbardziej zagrożone - mówił Karabon, dodając, że w inicjatywie wcale nie chodzi o wojnę Wrocław-Kraków, a o wszystkie regiony kraju. (...)

Cały tekst: wroclaw.wyborcza.pl

Comment