Polish Czech English French German Italian Portuguese Russian Spanish
wiadomości pochodzą z:
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
strona główna archiwum wiadomości zobacz i kup książki o zabytkach

archiwum wiadomości

Pistolet, czyli dzieło sztuki

DSC05961Sztucer myśliwski, którym polował Napoleon Bonaparte jest przeznaczony dla osoby o niskim wzroście i krótkich rękach. Broń wykonano w zaawansowanej technice. Znaleziono go w porzuconym powozie podczas szturmu na kwaterę francuską.

Stare rewolwery i o potężnym kalibrze, pistolet podróżny z szesnastego wieku oraz strzelby, które są dziełami sztuki można obejrzeć na wystawie pt. „Broń palna od szesnastego do dziewiętnastego wieku” w Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej.

Nie wiadomo jak, sztucer Napoleona znalazł się po II wojnie światowej w zbiorach muzealnych w Cieplicach. Później przewieziono go do Wrocławia.

- Na okuciu kolby znajduje symbol Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Strzelba została znaleziona w porzuconym powozie, którym podróżował Bonaparte wraz z innymi rzeczami cesarza podczas szturmu na francuską kwaterę główną – opowiada Jacek Witecki, współorganizator wystawy.

Na kolbach, lufach czy kabłąkach starej broni znajdują się wygrawerowane insygnia i różne opisy. Dawniej posiadanie sztucera, czy pistoletu skałkowego miało prestiżowe znaczenie. Wiele egzemplarzy było hitem eksportowym. Z czasem broń unowocześniano, gwintowano i zmieniano konstrukcję zamków. Na wystawie można podziwiać strzelby pokryte kością słoniową, czy masą perłową. Małe pistolety jednostrzałowe, które służyły do obrony przed rabusiami i strzelby rosyjskie dla elit dworu carskiego.

- Dawniej broń pozłacano i grawerowano ręcznie. Na polowaniach podziwiano egzemplarze. Wielu rusznikarzy stało się artystami. Dziś broń oksyduje się, wybija numery fabryczne i maskuje, aby była jak najmniej dostrzegalna – tłumaczy Józef Mirka, ekspert broni i emerytowany wojskowy z Wrocławia.

Na wystawie znajdują się też dziewiętnastowieczne rewolwery o dużym kalibrze. Ich konstrukcja nie wiele się zmieniła od rewolwerów produkowanych dziś. Są też charakterystyczne akcesoria niezbędne do obsługi broni, takie jak prochownice, klucz do zamka kołowego oraz szczypce do odlewania kul.

Wystawę można oglądać przez 3 miesiące.

 

źródło: sroda24.net  autor  Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Niszczejący spadek po protestantach

DSC05815XVIII - wieczny Kościół w Żeliszowie kiedyś ozdoba wsi, dziś niszczejący obiekt jest wspomnieniem czasów powojennych. Niegdyś należał do Niemców. Gdy ci po wojnie wyemigrowali zmieniał się w miejsce, w którym trzymano owce, później został ograbiony i zdewastowany. Dziś jest to już ruina, której odnowienie jest wciąż wielką niewiadomą.

- Gdy byłem dzieckiem w 1946 roku przyjechaliśmy tu z całą rodziną. To było zaraz po wojnie. Mieszkaliśmy w domu razem z Niemcami, tamci na dole a my na górze. Rok po tym, jak wyjechali Kościół ewangelicki przestał działać. Wyemigrowali sowieci, wyemigrowali Niemcy. Zostaliśmy tylko my - garstka Polaków zza Buga. Kościół przestał być użyteczny. Rozpoczęły się grabieże i penetracja starych grobów. Pod ołtarzem były radia, dzwony, organy... Na tamte czasy to wszystko miało ogromną wartość. Jako dziecko urządzałem sobie z kolegami w Kościele plac zabaw. Kopaliśmy z koleżkami czaszki, które wygrzebali ci, którzy szukali złota. Liczyło się wszystko - złote zęby, pierścionki i monety. Pamiętam, że miałem wtedy pięć lat - opowiada Stanisław, siedemdziesięcioletni mieszkaniec wsi.

Pozostała ruina

Liczne grabieże oraz brak funduszy na renowacje zabytku spowodowały jego niszczenie. Zdewastowany dziś Kościół ewangelicki w Żeliszowie znajduje się obecnie na Czerwonej liście zabytków Dolnego Śląska. Na listę wpisywane są te obiekty, którym grozi dalsza dewastacja. Jeszcze do niedawna każdy mógł wejść do środka. Dziś ze względu na niebezpieczeństwo zawalenia się stropów oraz bliskie sąsiedztwo szkoły podstawowej, drzwi oraz okna zostały zamurowane. Zarządcą obiektu jest Urząd Gminy w Bolesławcu. Ten z kolei rozkłada bezradnie ręce:

- Kościół ten jest piękny. To budowla na planie elipsy - fenomen w tych stronach. Szkoda byłoby go zmarnować. Obecnie jest on wciąż dewastowany, średnio dwa razy do roku musimy zabezpieczać budowlę przed złodziejaszkami - mówi wójt Gminy Bolesławiec Kazimierz Gawron. - Gmina otrzymała ten obiekt w spadku od Skarbu Państwa w latach dziewięćdziesiątych w ramach komunalizacji. Wcześniej zarządcą świątyni był pastor, który wyjeżdżając po roku 1946 zostawił klucze na plebani Kościoła katolickiego by ten się nim zaopiekował.

Niestety nie udało nam się skontaktować z kierownikiem Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu Wojciechem Kapałczynskim. Archiwum, w którym znajduje się dokumentacja Kościoła z powodu remontu pomieszczenia jest niedostępna.

Sala gimnastyczna a może wieża dla sieci komórkowych?

Gmina w Bolesławcu wciąż próbuje znaleźć rozwiązanie w celu zatrzymania dalszej dewastacji budowli. Niestety, postulaty władz są wciąż odrzucane. Początkowo chciano przekwalifikować budowlę na salę gimnastyczną. Na ten pomysł nie zgodzili się mieszkańcy wsi, później wieża kościelna miała posłużyć operatorom sieci komórkowych. Dziś poszukiwana jest osoba prywatna, która za symboliczną złotówkę złotówkę odkupi budynek od władz. Przejęciem kościoła nie była zainteresowana również Kuria Biskupia w Legnicy.

- W ubiegłym roku zostały oszacowane koszty naprawy dachu świątyni - powiedział wójt Kazimierz Gawron. - Okazało się, że sama wymiana dachu to koszta rzędu trzech, czterech milionów złotych. Gmina nie dysponuje takimi pieniędzmi.

Starsi mieszkańcy wsi, przestali już wierzyć w to, że kiedykolwiek Kościół ewangelicki zostanie odnowiony.

- Tam nie już czego remontować! - krzyknęła siedemdziesięciopięcioletnia pani Ania. - Wszędzie te kościoły już rozbierają. W Raciborowicach i Zbylutowie też już ich nie ma. I ten rozbiorą, tylko na razie nie ma komu. Tam kiedyś była wieża, prowadziły na nią drewniane schody. Kiedyś, gdy byłam dzieckiem sama na nią wchodziłam. Widać było z niej cały Bolesławiec. Dziś schody zgniły a wieżę rozebrano.

Nie chcemy Kościoła po Niemcach

Kościół ewangelicki niszczał. Zyskała natomiast druga świątynia na sąsiednim wzgórzu, zrzeszająca Polaków będąca w opłakanym stanie.

- Nikomu wtedy nie przyszło do głowy, żeby tamten kościół przejąć jako nasz - opowiada Stanisław. - Tamten był obcy. Tam chodzili Niemcy i Moskale. My chcieliśmy mieć swój. Minęło sporo czasu zanim doprowadziliśmy go do porządku. Pamiętam jak nasze kobiety chodziły czyścić w nim posadzki. Bóg jeden wie, czego tam nie było. Rosjanie zabijali w nim swoje bydło. Nawet garstka niemieckich katolików przestała tam już chodzić - powiedział Stanisław.

Trudno jest zrozumieć dlaczego, zamiast przejąć piękny Kościół protestancki na wzgórzu mieszkańcy zdecydowali się na odnowienie w dużo gorszym stanie dawnego Kościoła katolickiego. Tym bardziej, że prawo kanoniczne wcale tego nie zabrania.

- Pamiętam jak były dyrektor szkoły - Stanisław Głowiński trzymał tam później owce. Nie trwało to długo. Z czasem mu tego zabroniono. Przyszło pismo z gminy i musiał je stamtąd zabrać - powiedziała Maria, która przyjechała do wsi w latach pięćdziesiątych. Myśmy czyjegoś Kosioła po prostu nie chcieli. Woleliśmy odnowić tamten w gorszym stanie. Ważne, że katolicki.

Pozostało wspomnienie

Oprócz Koscioła protestanckiego paprocią zarósł już dawny ewangelicki cmentarz

Na jednym z nagrobków znajduje się napis w języku niemieckim. Przewrócona płyta świadczy o miejscu spoczynku Elisabeth Hainke, pochowanej tam w 1845 roku. Idąc dalej zauważyć można duży dół w ziemi - może podziemne przejście będące dziś składowiskiem śmieci lub po prostu kryjówką.

Wczoraj a dziś

Od roku 1946 wiele się zmieniło. Kościół katolicki w 1998 roku został wyremontowany z inicjatywy obecnego proboszcza Romana Glaty.

- Wcześniej mieszkało tu kilku Niemców, przyjeżdżał do nich ksiądz z Raciborowic. Po wojnie nie było tu jeszcze parafii - opowiada proboszcz Roman Glata. - Obecnie do kościoła uczęszcza już tysiąc mieszkańców.

Kiedy proboszcz piętnaście lat temu został przydzielony do pełnienia służby kapłańskiej w Żeliszowie, Kościół katolicki był w nagannym stanie. Ze względu jednak na hojność wiernych i pomoc konserwatora zabytków dwanaście lat temu świątynia została odmalowana, odnowiono ołtarz a przed wejściem na placu pojawiła się kostka brukowa.

Zaraz po wojnie w 1946 roku wraz ze świątynią zaczął działać przykościelny Polski cmentarz. Świadczą o tym nieliczne już nagrobki pochodzące z tego właśnie okresu. Najmłodszy z nich datowany jest na 1946 rok. Kolejne pochówki odbywały się tam do czasów współczesnych. Łącznie do roku 1961 pochowano przy Kościele katolickim na wzgórzu szesnaście osób.

 

źródło: boleslawiec24.net  autor Justyna Wrzochul

 

Za rok ma ruszyć restauracja w pałacu w Bożkowie

Ze Stanisławem Nowickim, właścicielem pałacu w Bożkowie, rozmawia Natalia Wellmann

DSC01731

Długo się Pan zastanawiał nad tym, by kupić sobie pałac?
Tydzień. To była szybka, spontaniczna decyzja. 

Przeglądał Pan akurat nieruchomości na jednym z popularnych portali aukcyjnych, gdzie pałac był wystawiony na sprzedaż, i pomyślał: warto w to zainwestować...
O tym, że pałac można kupić, wiadomo było od dawna. Oferta dostępna była w wielu miejscach. Także media rozpisywały się na ten temat wielokrotnie. Sprzedaż nie odbyła się jednak za pośrednictwem internetu. Transakcję realizowaliśmy z pełnomocnikiem firmy Fenelon Group. Zanim jednak zapadła ostateczna decyzja, pojechaliśmy jeszcze do Bożkowa, by zobaczyć, w jakim stanie jest pałac. 

Nie załamał się Pan?
Wtedy nie. Podczas naszej wizyty świeciło słońce i pałac wyglądał przepięknie. Sytuację zweryfikował deszcz. Wiedziałem, że nie jest dobrze, ale po kilku solidnych ulewach okazało się, że stan pałacu jest tragiczny. Dziurawe dachy, stropy grożące zawaleniem, zapadające się parkiety. Do tego wilgoć i grzyb. 

Zapłacił Pan 1,2 mln zł za pałac, który popada w ruinę. Zastanawiam się, ile milionów będzie Pan musiał jeszcze zaangażować w tę inwestycję, by zrealizować pomysł luksusowego centrum wypoczynkowo-konferencyjnego?
Rzeczywiście, kapitalny remont całego pałacu będzie bardzo kosztowny. Szacujemy, że prace remontowe pochłoną nawet do 20 mln zł. Na to, by przywrócić pałac do dawnej świetności i zamienić go w luksusowe centrum wypoczynkowe, potrzebujemy kolejnych kilkudziesięciu milionów. Ale liczymy na finansowe wsparcie z zewnątrz. Chcemy skorzystać ze specjalnej puli pieniędzy na ratowanie zabytków w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego. Mamy nadzieję, że znajdą się też jakieś pieniądze w ministerstwie kultury. Być może uda się także pozyskać dotację z Unii Europejskiej. Oczywiście, spółka angażować będzie też własne pieniądze. Teraz skupiamy się na zabezpieczeniu całego obiektu przed zimą. 

Remontujemy dachy, stropy. Zleciliśmy też konieczne ekspertyzy budowlane, by wiedzieć, które prace są najbardziej pilne. 

Proszę powiedzieć, kiedy będą mogli przyjechać do Pana pierwsi klienci.
Pomysł mamy taki, by obiekt uruchamiać etapami. Myślę, że w przyszłym roku będziemy mogli otworzyć restaurację i kawiarnię. Być może udostępnimy parę pokoi dla turystów. Nie chciałbym natomiast składać konkretnych deklaracji, kiedy gotowy będzie cały kompleks konferencyjno-wypoczynkowy, bo czeka nas naprawdę dużo pracy i jest to ogromne wyzwanie. 

Jedno mogę zapewnić: pałac dostępny będzie nie tylko dla gości hotelowych, ale będziemy go udostępniać do zwiedzania wszystkim turystom.

 

źródło: gazeta wrocławska  autor: Natalia Wellmann

 

Zabytkowa wieża w remoncie

A 041Trwa remont wieży w Radomierzu. Wkrótce ma zostać otwarta dla turystów, w środku ma być punkt informacji turystycznej.

Ma być wybudowany taras widokowy, z którego będzie można podziwiać panoramę Karkonoszy, Rudaw Janowickich i Gór Kaczawskich. Gmina chce, by był tam też punkt informacji turystycznej dla turystów. Wieża położona jest w idealnym miejscu: tuż przy ruchliwej krajowej drodze nr 3. Tuż obok jest zjazd do Janowic, przy wieży ma powstać też parking.
O planach gminy pisaliśmy w ub. roku. Artykuł znajduje się TUTAJ.

 

źródło nj24.pl  AUTOR: ROB

 

Wrzody zabytkowych centrów

DSC01317zZIĘBICE, KŁODZKO. W majestacie obowiązującego prawa niszczeją tutaj zabytki, które jeszcze dałoby się uratować. Niestety, burmistrzowie obu miejscowości (innych też) mają w tym zakresie związane ręce, bo nie mogą rozporządzać cudzą własnością. 

Zabudowania browaru w Ziębicach trafiły w nieodpowiednie ręce. Nabywca obiektu, wbrew złożonym deklaracjom, nie zabrał się za jego restaurację. Z upływem czasu browar zaczął popadać w ruinę i dziś byłby znacznie większą, gdyby nie interwencja „gminy”; w trosce o bezpieczeństwo przechodniów zabezpieczyła ona osiadające mury.

– Po drodze staraliśmy się przejąć ten zabytek, aby sprzedać go za symboliczną złotówkę o wiele solidniejszemu podmiotowi. Sytuacja prawna okazała się jednak bardzo skomplikowana – mówi burmistrz Antoni Herbowski. – Bezsilni pozostają też inspektor nadzoru budowlanego oraz konserwator zabytków.

W Kłodzku denerwuje bezsilność wobec niektórych historycznych budowli na Wyspie Piasek. Na przełomie lat 80-90. XX w. dostały się w prywatne ręce i od tego czasu niszczeją. Ich posiadacze niewiele sobie robią z monitów ze strony władz miejskich oraz wyspecjalizowanych służb. Tego rodzaju budowle stają się zadrą w programach rewitalizacyjnych; cóż z tego, że po sąsiedzku porządkuje się domy i ulice, kiedy tych obiektów nikt nie przywraca do świetności.

– Potrzebne są zmiany legislacyjne, które dadzą organom gminy większe uprawnienia w takich przypadkach – zauważa włodarz Kłodzka Bogusław Szpytma. – Mam pewne propozycje, którymi podzielę się z parlamentarzystami z ziemi kłodzkiej. Uważam, że to w ich rękach znajduje się klucz do rozwiązania tego problemu.

 

źródło: euroregio glacensis Redaktor: Daniel Jakubowski

 
Więcej artykułów…
.....Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie, oraz publikowanie zamieszczonych na stronie materiałów bez uprzedniej zgody autorów zabronione.....