zabytki dolnego śląska

i śląska opolskiego

Polish Czech English French German Italian Russian Spanish
współpraca
artykuły pochodzą z:

W 1573 roku Johann Friedrich von Herberstein rozpoczął budowę monumentalnego, renesansowego pałacu w Gorzanowie, który był przebudowywany w 1735 roku w stylu barokowym. Nie zatarto jednak pierwszej formy obiektu. Wspaniałą dekorację sgraffitową z tego okresu restaurowano jeszcze w 1906 roku. U stóp pałacu rozciągał się dawniej regularny ogród, jeden z najstarszych na Śląsku, po którym pozostały jedynie ruiny budowli z zachowaną do dzisiaj rotundą. W XIX wieku Herbersteinowie założyli w Gorzanowie teatr dworski, a sama miejscowość stała się popularnym letniskiem, przyciągającym rzesze turystów. Mogli oni zobaczyć popularne w tamtym okresie misteria pasyjne lub podziwiać cenne zabytki.


Wszystko skończyło się w 1945 roku kiedy dotychczasowi mieszkańcy musieli opuścić swoją wieś, a nowi nie potrzebowali już pałacu i dwóch dworów. Zniszczone wojną państwo nie miało pieniędzy na ratowanie tych ogromnych budowli chociaż starano się je zabezpieczyć.


Po zakończeniu II wojny światowej zagospodarowano oficyny, a korpus główny został zdewastowany przez mieszkańców i opuszczony. Pod koniec lat czterdziestych konserwator zabytków, który doceniał klasę obiektu, wystąpił do MKiS o zatrudnienie na miejscu stróża. W 1948 roku padł nawet pomysł aby zabytek wykorzystać jako główny obiekt planowanego w Gorzanowie uzdrowiska, ale nawet w tym czasie demontowano jego wyposażenie i wywożono w inne miejsca. W 1956 roku pałac znalazł się liście otwartym skierowanym do Sejmowej Komisji Kultury jako przykład zaniedbań na terenie Śląska. W latach 1957-1959 wykonano pierwsze prace zabezpieczające. Powstało wtedy studium historyczno-konserwatorskie i inwentaryzacja. W latach 1961-1963 prowadzono dalsze prace min. przy zabezpieczeniu więźby dachowej, pokryciu dachów oraz wzmocnieniu ścian za pomocą konstrukcji stalowej. Wykonano instalację odgromową, wymieniono rynny i rury spustowe. Również we wnętrzach zabezpieczano stropy oraz kaplicę zamkową. Uratowano wychyloną od pionu bramę. W 1967 roku pałac w Gorzanowie został zakwalifikowany jako zabytek I klasy. Aż do 1977 trwały drobne prace konserwatorskie.W latach 1961-1963 zabezpieczano rotundę w parku. Cały czas szukano użytkownika, co było dość trudnym przedsięwzięciem, patrząc na rozmiary budynku.


W tym samym czasie miejscowa ludność regularnie niszczyła to co udało się naprawić. Pałac był dewastowany  i rozkradany, ponieważ żadne zabezpieczenia nie pomagały. Świadkowie opowiadają, że nigdy nie było większych problemów aby dostać się do wnętrza. Kradziono elementy renesansowych stropów, rozbijano stiukowe dekoracje, a dzieła zniszczenia dopełniała lejąca się z dziurawego dachu woda. Zdemolowana została unikalna dekoracja pawilonu ogrodowego ponieważ zamurowywane otwory były systematycznie rozbijane, a wraz z nimi kolejne fragmenty dekoracji we wnętrzu.


Przez cały ten okres zarówno konserwatorzy zabytków, jak i organy ścigania były bezradne. W 1979 roku Stowarzyszenie Historyków Sztuki we Wrocławiu zwróciło się z prośbą o ratowanie pałacu do Generalnego Konserwatora Zabytków, którym był w tym okresie znany i szanowany prof. Wiktor Zin, ale nie doczekało się żadnej odpowiedzi. Nie pomagały działania milicji, Prokuratury Rejonowej, ani Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Kawałek po kawałku, niszczono i rozkradano wszystko co tylko było możliwe. Na naszych oczach, przez kilkadziesiąt lat, mimo prób ratowania, zniszczono bezcenny zabytek. Im większa ruina, tym trudniej było znaleźć nabywcę, a gdy się znalazł to nigdy nic nie robił aby go ratować.


Całkiem niedawno (w 2012 roku) zaświtała nadzieja na lepsze czasy dla pałacu:

(...)Renesansowy pałac w Gorzanowie ma nowego właściciela. Popadający w ruinę zabytek kupił hrabia Czesław Adamowicz. Zdewastowany obiekt chce zamienić w luksusowe centrum konferencyjno-hotelowe.(...)

 

(...)- Czekaliśmy na ten moment 14 lat - mówi Robert Duma, prezes Towarzystwa Miłośników Gorzanowa. Tyle bowiem lat pałac stał nieużytkowany i popadał w ruinę. W 1996 roku kupiła go Austriaczka z polskim paszportem. Obiecywała, że obiekt zamieni w prawdziwe cacko. Niestety, na obietnicach się skończyło. Przez 14 lat kobieta nie kiwnęła nawet palcem, by obiekt zabezpieczyć przed ruiną. Nie pojawiała się w Gorzanowie, a zabytek z roku na rok coraz bardziej niszczał. Do tego złodzieje rozkradli, co tylko było możliwe.(...)

(...)- Pałac jest jednak w strasznym stanie. Jego remont może trwać wiele lat i pochłonie miliony - szacuje prezes Robert Duma. Ma jednak nadzieję, że zabytek trafił w dobre ręce. Zresztą, hrabia od razu zabrał się do pracy. Załatwia urzędowe formalności, jego pracownicy porządkują park, a wkrótce zabiorą się za zabezpieczenie dachu.(...)

 
 

Niestety, wkrótce okazało się że miało być pięknie, a wyszło jak zwykle:

Właściciel poszukuje wspólnika do rewaloryzacji pałacu, jak również do założenia fundacji
"ZAMKI I PAŁACE SĄ NASZE" z możliwością odsprzedaży części pałacu.

 
 
Prace na terenie pałacu tak samo szybko jak rozpoczęto, zostały zatrzymane. Zabytek opuszczony i niezabezpieczony niszczeje w dalszym ciągu. Wydawać by się mogło, że to nic nowego w jego powojennej historii, ale spojrzenie na budynek od strony dziedzińca powoduje niepokój, graniczący z pewnością że rozpoczęła się ostateczna agonia, która doprowadzi do zawalenia dachu (częściowo już nie istnieje) i kompletnego upadku rezydencji, w której murach zachowały się jeszcze elementy wyposażenia wnętrza. Chociaż dzisiaj to już tylko hipoteza, ponieważ malowane deski renesansowych stropów zostały wykorzystane jako zabezpieczenie otworów okiennych. Ten zawalony kawałek dachu może być symbolicznym początkiem końca, jeżeli odpowiednie służby nie zareagują we właściwy sposób. Wie o tym każdy, kto widział takie obrazki jeszcze kilka lat temu na innych dolnośląskich rezydencjach po których pozostały dzisiaj jedynie resztki murów. Miejmy nadzieję, że służby konserwatorskie podejmą odpowiednie kroki mające na celu zabezpieczenie dachu i będą to działania konstruktywne, a nie bezmyślna korespondencja między urzędnikiem i właścicielem. Jeżeli spełni się czarny scenariusz i nikt nie kiwnie palcem, okaże się wtedy, że w powszechnie potępianych czasach PRL dbano o jego zachowanie bardziej niż dziś. Tego obiektu nie będzie można już tak łatwo zapisać na konto zniszczeń "Armii Czerwonej"..



 
Gdy przechodzi się blisko murów pałacu w jego oknach trzepocze poszarpana folia. Sprawia to wrażenie jakby duchy poprzednich właścicieli wołały o pomoc dla jednego z najcenniejszych zabytków renesansowych w Polsce. Wołają bezskutecznie od lat...

wykorzystane zostały dane pochodzące z książki R. Łuczyńskiego "Losy rezydencji dolnośląskich w latach 1945-1991"
polecamy: