wiadomości pochodzą z:

Wiadomości z Dolnego Śląska - zabytki

A miało być tak pięknie..., czyli Wieża Wodna w Białej

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Jest taki (stary, w gruncie rzeczy) dowcip: Diabeł złapał Polaka, Niemca i Ruska. Zamknął ich w niewielkim, pustym pomieszczeniu, dał każdemu po dwie metalowe kulki i obiecał, że ich wypuści, jeśli zrobią z tymi kulkami coś, co go zadziwi. Niemiec podrzucił wysoko jedną kulkę, a zaraz potem podrzucił drugą i trafił nią w tę pierwszą. "No, całkiem nieźle" - powiedział diabeł. Rusek położył na ziemi jedną kulkę, na niej ostrożnie położył drugą i nie spadła. "Też nieźle" - stwierdził diabeł. - "A teraz zobaczymy, co zrobi Polak". Niestety, Polak jedną kulkę zgubił, a drugą zepsuł.

Wspomniany przykład nie jest nagłym objawieniem mojej (rzekomo) skrywanej antypolskiej twarzy; nie jest też chęcią przypodobania się przedstawicielom mniejszości niemieckiej, zamieszkałej na terenie gminy Biała. Chodzi raczej o życzliwe wskazanie, że w naszej rodzimej rzeczywistości na dobrych chęciach często się kończy.

W tym przypadku sprawa poszła nawet o krok dalej. Inwestycja została przecież zrealizowana; tyle, że połowicznie. Szkoda tylko, że obecnie brakuje środków, by ją dokończyć.

 

Samotna wieża i jej klucznik

 

Można wprawdzie przypiąć bialskiej Wieży Wodnej etykietkę "wizytówki miasta", lecz będzie to wizytówka jedynie zewnętrzna. Owszem, elewacja robi wrażenie. Wyzierająca spod tynku cegła - również. Nie wspominając już o eleganckiej tablicy, informującej o nazwie obiektu, tytule projektu, w ramach którego budynek został odrestaurowany, a także o źródłach jego finansowania. Podobnie jak w przypadku obserwatorium w Głogówku, kasą sypnął Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego. Resztę wyłożył Urząd Miejski w Białej. Niestety, po wejściu do wieży przekonujemy się, że jest ona ładnie opakowanym, ale stanowiącym małą wartość prezentem.

Wszystkie trzy kondygnacje znajdują się w stanie surowym, nie licząc rozsianych po ścianach i rozgałęziających się na wszystkie strony kabli elektrycznych. Podłogi są stare i drewniane, lekko trzeszczą pod nogami, a niektóre deski prześwitują i delikatnie się ruszają. Na kolejne piętra prowadzą (również drewniane) schodo-drabiny. Wszystko to ma swój urok (nawet nieco zapaskudzone przez lokalną brać ptasią podłogi) i z pewnością jest w stanie przyciągnąć fotografów typu Boguś Zator, rozmiłowanych nie tylko w tradycyjnych przejawach piękna.

Jego i innych "śmiałków" może wpuścić do wieży i oprowadzić Danuta Hejneman, pani od spraw plastycznych i ogólowizualnych przy Gminny Centrum Kultury w Białej. Ona to pełni rolę "klucznika wieży". Trzeba po prostu umówić się z nią na godzinę (podobnie jak z Henrykiem Remiszem - panem od drezyn), a chętnie zaprowadzi do tego interesującego na swój sposób obiektu.

 

Galerii nie budiet

 

Szkoda tylko, że konkretnego pożytku z wieży na razie brak. Mógł to być przecież punkt widokowy, zgodnie z założeniem polsko-czeskiego projektu (póki co, najbardziej dosłownie realizuje tę funkcję obiekt w Albrechticach). Konserwator nie zgodził się jednak na takie przeznaczenie obiektu. Aby zostały spełnione wymogi bezpieczeństwa, należałoby na tyle przebudować wieżę, że straciłaby swoją "historyczność". 
(...)

 

tygodnikprudnicki.pl


 1000 znaków do wykorzystania

Antispam Odśwież/zmień obrazek Wielkość liter jest rozróżniana