zabytki dolnego śląska

www.zabytkidolnegoslaska.com.pl

Polish Czech English French German Italian Russian Spanish
współpraca

Dwór w Strumieniu to przypadek uniwersalny. Chociaż zabytek położony jest na Górnym Śląsku to analiza jego upadku jest analogiczna do losów dziesiątek dolnośląskich rezydencji.

 

 

Dwór w Strumieniu został wpisany do rejestru zabytków dnia drugiego marca 1960 roku. Nr rej.: 181/60, decyzja: dawny zamek, XVII wiek. W rzeczywistości istniejący do niedawna dwór powstał w XVIII wieku, być może z wykorzystaniem murów starszej budowli. To chyba jedyne wytłumaczenie dla zastosowanej we wpisie nazwy zamek, budynek nie miał bowiem żadnych cech obronnych. Nie da się ukryć, że rezydencja w Strumieniu nie należała do szczególnie okazałych i jej los może się wydawać mało istotny. Dwór ten był jednak przykładem rzadko do dziś zachowanej typowej dla ziemi cieszyńskiej siedziby szlacheckiej. Podobny dwór został rozebrany w Skoczowie jeszcze przed drugą wojną światową. Kolejny raczej zapomniany przez popularne przewodniki, istnieje do dziś w Ustroniu Hermanicach, częściowo otoczony przez market, na tak małej działce, iż wygląda niczym w jakimś rezerwacie lub obozie.

 

Powróćmy jednak do głównego bohatera naszego wpisu. Dwór w Strumieniu przetrwał trzy stulecia i liczne zawieruchy dziejowe. Nie zaszkodziła mu nawet druga wojna światowa i późniejsza nacjonalizacja. W 1956 roku budynek przebudowano i przeznaczono na lokale mieszkalne. Funkcje wielorodzinnego budynku mieszkalnego pełnił odtąd przez niemal pół wieku. Okres Polski Ludowej to z pewnością nie „złoty wiek” w historii Polski, nie był to czas „niezwykłego rozwoju i prosperity”, za to niewątpliwie była to trudna i skomplikowana epoka w historii, który nie doczekała się i zapewne nie doczeka rzetelnej oceny. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka faktów. W tym czasie „walki klasowej” ze śladami feudalizmu nie brakowało rozsądku by w wykorzystywanym jako budynek mieszkalny dworze w Strumieniu przeprowadzać bieżące remonty. Historycy, a zwłaszcza historycy sztuki mogą rzucać gromy na powszechne stosowanie farby olejnej, słynne lamperie, linoleum zastępujące parkiety, boazerie malowane lakierem bezbarwnym itp. upiększenia wnętrz. I wcale im się nie dziwię. Prowadzone wbrew wszelkim zasadom sztuki konserwatorskiej remonty nie zmieniają jednak zasadniczego faktu, oznaczają że wbrew pozorom o budynek dbano (!!!) i starano się by przetrwał, chociaż w okaleczonej formie. Oczywiście dworu nie remontowano z jakiegoś szczególnego sentymentu do zabytku. O budynek dbano, bo po prostu był potrzebny, jako miejsce lokali mieszkalnych. I nic więcej. Komunizm w Polsce na poziomie lokalnym był bardzo powierzchowny, by nie powiedzieć wręcz utylitarny. Z tego też powodu zabytkowe rezydencje o powierzchni większej niż tysiąc metrów kwadratowych, trudne do zaadaptowania na biura lub mieszkania, jako „niepotrzebne” zaniedbywano lub celowo niszczono. Dewastację wspierano nowomową i sloganami o „niemieckiej i burżuazyjnej proweniencji”, jednak często bez prawdziwej wiary w te słowa. Na pisma wyjaśniające zniszczenia zabytków z tych przyczyn dawali się nabrać ówcześni oficjele, dają się też nabrać dzisiaj niektórzy badacze. W przypadku mniejszych budynków, których przekształcenie było stosunkowo łatwe i korzystne dla lokalnych władz, czy to partyjnych, czy też dyrekcji zakładów rolnych, szybko zapominano o ich przeszłości. Dlatego też większość rezydencji o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych spokojnie przetrwało czterdzieści lat tzw. komuny (oczywiście dużo zależało od rozsądku i zaradności lokalnych szefów partii, dyrektorów PGR-u, itp.). Nie inaczej rzecz się miała i w Strumieniu. Po upadku Polski Ludowej jakimś dziwnym trafem u tutejszych władz upadł również rozsądek. Dwór dalej zamieszkany przestał być bowiem remontowany. Na rezultaty wystarczyło czekać dekadę.

 

Około 2000 roku ze względu na fatalny stan techniczny zabytku wyeksmitowani zostali jego ostatni lokatorzy. Autor po raz pierwszy odwiedził rezydencję w Strumieniu cztery lata później. Niezamieszkały budynek był zabezpieczony przed wejściem. Z tej epoki sprzed fotografii cyfrowej pozostało jedno czarnobiałe zdjęcie. Widać na nim niewielkie uszkodzenie zadaszenia (kilka metrów kwadratowych) w elewacji zachodniej. Reszta dachu oraz mury obwodowe były jeszcze w dobry stanie. W Strumieniu nikt jednak nie wpadł na pomysł nawet prowizorycznego zabezpieczenia uszkodzonego miejsca folią. Remont dachu w 2004 roku mógł kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych, prowizoryczne zabezpieczenie wielokrotnie mniej, ale władze samorządowe Strumienia, do których należał zabytek nie podjęły przez kolejne lata żadnych działań. Skutki zaniedbań widać na fotografiach z marca 2009 roku. W tym czasie tragiczny stan zabytku zaczął już docierać do wiedzy lokalnych oficjeli. W 2008 roku władze samorządowe wystąpiły z wnioskiem o dofinansowanie odbudowy konstrukcji dachu wraz z częściową wymianą stropów. Co ciekawe Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pozytywnie rozpatrzyło wniosek i przyznało dotację w wysokości 100 tyś zł. Niestety czas na realizację przewidzianych prac był bardzo krótki. Pierwszy przetarg zakończył się negatywnie, w drugim pojawiła się tylko jedna oferta. Sprawy proceduralne przeciągały się i przyznana dotacja przepadła. W 2009 roku gmina Strumień ponownie wystąpiła z wnioskiem o dofinansowanie robót, lecz tym razem Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wniosek odrzuciło. Kolejne lata urzędniczych przepychanek z widocznym brakiem zaradności jednej strony i bezdusznością drugiej doprowadziły dwór w Strumieniu do stanu widocznego na zdjęciach z lutego 2013 roku. Zawalenie prawie całego dachu, zniszczenie stropów i zawilgocenie murów oznaczało praktycznie zagładę zabytku. Według informacji z Internatu tak zdewastowany obiekt w drugiej połowie 2013 roku gmina sprzedała osobie prywatnej. Zniszczenia dworu były tak duże, że w 2014 roku został praktycznie rozebrany. Jak widać na zdjęciach z lutego 2015 roku z budynku pozostały właściwie ściany parteru, wokół których wala się gruz pozostały z rozbiórki dachu i drugiej kondygnacji. Na miejscu brak tablicy informacyjnej budowy i informacji o stanie własnościowym obiektu. Teren wokół dworu ogrodzono siatką, miejscami już zniszczoną. Do wnętrz można dostać się bez problemu, biorąc jednak pod uwagę stan zachowania budynku, nie ma to raczej sensu. Porównując zamieszczone w Internecie zdjęcia z lipca 2014 roku i stan na miejscu w lutym 2015 roku można zauważyć, że prowadzony remont/rozbiórka zatrzymał się w połowie 2014 roku. Inwestor zabezpieczył chociaż koronę murów folią przed dalszym zawilgoceniem. Trudno ocenić jakie są jego plany. Jeśli jednak nawet dwór zostanie odbudowany to cząstka oryginalnych murów będzie w nim niewielka.

 

Warto również zwrócić uwagę na niegospodarność powszechną w III Rzeczpospolitej. Bieżące remonty budynku nie są aż tak nieprawdopodobnie drogie skoro przeprowadzano je w czasach Polski Ludowej, kiedy to ponoć brakowało wszystkiego. Zabezpieczenie zabytku jedenaście lat temu kosztowałoby kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dzisiaj jeżeli nawet zostanie odbudowany, to prace te pochłoną co najmniej setki tysięcy złotych, a pewnie i ponad milion. Przypadek Strumienia nie jest niestety odosobniony. W ciągu ostatnich trzech dekad doprowadzono do ruiny i zniszczenia zabytki, zakłady pracy, przedsiębiorstwa rolne o wartości miliardów złotych. Stało się to w kraju w którym nie toczyła się wojna, a mimo to wiele miejsc jest dzisiaj w gorszym stanie niż w 1945 roku. Część zabytków, często nakładem prywatnych inwestorów, zostanie odbudowana. Osoby zaangażowane osobiście i angażujące swoje pieniądze w ratowanie dziedzictwa narodowego warto docenić. Szkoda tylko zmarnowanych przez nie środków, bo jeśli żylibyśmy w normalniejszym państwie, zabytki wystarczyłoby tylko remontować, a nie odbudowywać.

 

Damian Dąbrowski

Pałace Śląska