zabytki dolnego śląska

www.zabytkidolnegoslaska.com.pl

współpraca
artykuły pochodzą z:

Dla jednych rezydencja w Kamiennej Górze to przykład renesansowego dworu, według innych to zamek, bądź pałac. Biorąc pod uwagę stan ginącego zabytku nie czas chyba na akademickie spory, czas raczej prześledzić historię siedemdziesięciu lat polskiej gospodarności. Na wstępie jednak kilka słów o głównym bohaterze czyli dworze Grodztwo, jego początkach i dziejach do 1945 roku.

 

 

Początki

 

W drugiej połowie XV wieku Anton Schof zwany Röppel nabył folwark w pobliżu Kamiennej Góry. Obok folwarku być może wznosiła się siedziba rycerska – wieża mieszkalna. Na przełomie XV i XVI wieku Anton Schof wybudował bądź też rozbudował istniejącą rezydencję. W 1508 roku po śmierci ojca dobra przejął Hans Schof, kanclerz księstwa świdnicko-jaworskiego i radca cesarski. Hans Schof zwany Straszym (zm.1565r.) rozpoczął budowę nowego renesansowego dworu, zakończoną przez jego syna Hansa Schofa Młodszego około 1569 roku. Pewne prace budowlane w Grodztwie prowadzono jeszcze około 1588 roku. Następnie dwór w niezmienionej formie przetrwał do 1872 roku, kiedy to na zlecenie Ebharda hrabiego zu Stolberg-Wernigerode został przebudowany i otrzymał neorenesansowy kostium. Rodzina Stolberg-Wernigerode posiadała majątek obejmujący dwór Kreppelhof do końca drugiej wojny światowej.

 

„Wyzwolenie”

 

W 1945 roku rezydencję zajęła Armia Czerwona. W tym miejscu mała dygresja. Wielu naszych rodaków tylko czeka na stwierdzenie, że to żołnierze radzieccy spalili i zniszczyli dwór w Kamiennej Górze. Tymczasem nic z tych rzeczy. Żołnierze zapewne jak to zazwyczaj bywało splądrowali siedzibę rodu Stolberg-Wernigerode i ukradli bądź zniszczyli wiele elementów wyposażenia, jednak samego budynku nie uszkodzili. Co ciekawe nikt nigdy nie badał skali zniszczeń zabytkowych rezydencji na Śląsku dokonanych przez Armię Czerwoną w 1945 roku. Pozwala to w wygodny sposób zrzucać odpowiedzialność. Po odwiedzeniu grubo ponad 1000 miejscowości na Górnym i Dolnym Śląsku mogę stwierdzić, że w zależności od intensywności walk w końcowej fazie drugiej wojny światowej skala zniszczeń dokonanych przez Rosjan sięga zaledwie 10-20% siedzib szlacheckich (oczywiście skala szabru wyposażenia i tzw. majątku ruchomego była znacznie większa). Świadczy to o zadziwiającej dyscyplinie żołnierzy radzieckich zajmujących niemieckie folwarki. Pamiętajmy, że rezydencje szlacheckie były dla nich siedzibami podwójnego wroga, zarówno wojennego jak i klasowego. Wroga, który w latach 1941-1944 w straszliwy sposób spustoszył ich ojczyznę, o czym dzisiaj się chętnie zapomina. Z czego wynikała ta dyscyplina? Na pewno nie z zamiłowania do zabytków. Otóż Armia Czerwona nie niszczyła folwarków ponieważ w następnych miesiącach, a czasem nawet latach miały ją żywić. Rosjanie nie planowali szybko opuszczać zajętych terenów i funkcjonujące gospodarstwa rolne były im niezwykle potrzebne. Samych rezydencji szlacheckich często nie niszczyli, wykorzystując je w celach mieszkalnych i administracyjnych. Co ciekawe czerwonoarmiści nie potrafili utrzymać tej dyscypliny w zajmowanych miastach. Za wyjątkiem zakładów przemysłowych i infrastruktury możliwej do rozebrania oraz wywiezienia na wschód miasta nie były Rosjanom w ogóle potrzebne. I tak z góry wiedzieli, że stosunkowo szybko przekażą je władzom polskim. W jakim stanie nie miało znaczenia. Miasta dla „wyzwolicieli” były bardziej obciążeniem niż korzyścią, ich zniszczenia prowadziły do „dobrowolnej” migracji ludności co rozwiązywało problemy aprowizacyjne na obszarach zarządzanych przez poszczególnych komendantów. Temat zniszczenia śląskich miast przez Armię Czerwoną, popełnianych w nich i nigdy nie osądzonych zbrodni wojennych to jednak inna historia, dziś często zresztą opisywana. Zajmijmy się teraz tym o czym "systemowi historycy” nigdy nawet nie wspomną. Otóż zagłada większości zabytkowych rezydencji na Śląsku to dzieło Polaków, zapoczątkowane w 1945 roku i kontynuowane do dnia dzisiejszego. Prześledźmy problem na przykładzie dworu w Kamiennej Górze.

 

Grodztwo w rękach polskich. Historia doprowadzenia do ruiny.

 

Żołnierze radzieccy przekazali rezydencję władzom polskim w 1945, bądź najpóźniej w 1946 roku. Wiekowy, obszerny, pięknie ozdobiony licznymi detalami architektonicznymi dwór nie mógł zostać niezauważony zarówno przez ówczesne władze administracyjne jak i historyków sztuki. I rzeczywiście początkowo nic nie zapowiadało czekającego go okrutnej przyszłości. Zaraz po wojnie dwór Grodztwo znalazł się w gestii Obwodowego Urzędu Likwidacyjnego, jednak szybko został przekazany pod pieczę Ministerstwa Kultury i Sztuki. Mimo, iż nie lekceważono wartości budynku ogromnym problemem było znalezienie pomysłu na jego zagospodarowanie. Już w 1946 roku proponowano przekazanie dworu Związkowi Zawodowemu Pracowników Państwowych. Niestety ostatecznie nie utworzono, w jeszcze dobrze zachowanym obiekcie, ośrodka wypoczynkowego, który był chyba największą szansą na jego uratowanie. Stosunkowo szybko, zaledwie sześć lat po wojnie 27 lipca 1951 roku rezydencję (decyzja zamek) wpisano do rejestru zabytków, pod nr rej.: 290. Mimo to właśnie wtedy nad Grodztwem zaczęły się zbierać czarne chmury. Otóż w przygotowanych w 1951 i 1953 roku przez Zarząd Ochrony i Konserwacji Zabytków dla Ministerstwa Skupu listach obiektów zabytkowych, w których możliwe byłoby składowanie zboża pojawił się dwukrotnie dwór z Kamiennej Góry. Z pomysłu jednak na szczęście zrezygnowano, za to zabytek w dalszym ciągu stał nieużytkowany. Wreszcie przekazano go (brak dokładnej daty) Państwowemu Gospodarstwu Rolnemu Kamienna Góra. W nieznanych okolicznościach kolejnym użytkownikiem została spółdzielnia rolna. Być może w tym czasie wrócono do pomysłu przechowywania zboża w zabytku. Dzisiaj coraz trudniej o świadków wydarzeń, jednak niektórzy mieszkańcy Kamiennej Góry twierdzą, że tak było. 


W przypadku wielu śląskich rezydencji ciężko choćby o jedno zdjęcie wykonane w latach 1945-1989. Grodztwo jednak miało szczęście do fotografów. Wykonane przez nich zdjęcia pozwalają nam nieco lepiej przedstawić losy obiektu. W wydanej w 1957 roku książce Bohdana Guerquina „Zamki śląskie” zamieszczono trzy zdjęcia dworu. Widać na nich, że budynek chociaż już zaniedbany był jednak zadaszony i nie stracił nic ze swych licznych detali architektonicznych. Na kolejną fotografię zabytku trafiłem w książce Jerzego Łozińskiego „Atlas zabytków architektury w Polsce”. Na pierwszy rzut oka fotografia wygląda na kopię jednego ze zdjęć z opracowania Guerquina. Warto się dobrze przyjrzeć, w rzeczywistości kadr jest nieco szerszy a wokół dworu pojawiły się opłotki. Ciekawą sprawą jest data wydania „Atlasu zabytków…”, czyli rok 1967… Prezentowana w nim fotografia musiała zostać wykonana kilka lat wcześniej (najprawdopodobniej między 1961 a 1964 rokiem), niestety bowiem w między czasie, w Kamiennej Górze sporo się wydarzyło. Jeszcze w 1960 roku proponowano Grodztwo przeznaczyć jako siedzibę Centralnego Domu Kultury miejscowych zakładów pracy. Biorąc pod uwagę możliwości kamiennogórskich zakładów nie należy się dziwić, że i ten pomysł nie został zrealizowany. Za to rok później nastąpiła radykalna zmiana planów. Nagle zabytek powierzono Kamiennogórskiemu Zakładowi Garbarskiemu, który przeprowadził remont adaptacyjny z przeznaczeniem na magazyny. Wszyscy byli zadowoleni: konserwatorzy pozbyli się problemu z zagospodarowaniem zabytku, a zakład uzyskał potrzebne miejsca magazynowe. Tak oto Grodztwo zderzyło się z polską rzeczywistością, zamiast ośrodka wczasowego czy domu kultury w szesnastowiecznym renesansowym dworze urządzono magazyn. Jak miała pokazać przyszłość przeprowadzony remont adaptacyjny, był jedynym jaki Polacy wykonali w ciągu 70 lat „opieki” nad zabytkiem. 


W 1964 roku w niejasnych okolicznościach w Grodztwie wybuchł pożar. Dzisiaj nie rozstrzygniemy czy był to nieszczęśliwy wypadek, zwyczajne niedbalstwo, czy też próba zatarcia jakiejś kradzieży. Zdarzenie to przede wszystkim było wyrokiem dla zabytku. Wcześniej brakowało pomysłu i pieniędzy na właściwe zagospodarowanie nieuszkodzonego dworu, po pożarze nikt nawet nie udawał, że wierzy w znalezienie środków na jego odbudowę. W 1971 roku ruinę „podarowano” Państwowej Miejskiej Radzie Narodowej Kamiennej Góry zrzucając problem na władze lokalne, które przez następne czterdzieści lat, mimo zmiany ustroju w 1989 roku, nie potrafiły go rozwiązać. Z 1974 roku pochodzą fotografie S. Sadowskiego zamieszczone w opracowaniu Krzysztofa Eysymontta „Architektura renesansowych dworów na Dolnym Śląsku”. To pierwsze zdjęcia budynku po pożarze z 1964 roku do jakich dotarłem. Widać na nich, że Grodztwo pozbawione jest dachów, okien, zawaleniu uległa wieża, gdzieś przepadł portal głównego wejścia. Co ciekawe istniała jeszcze ozdobna brama z kartuszami herbowymi, która w kolejnych dekadach zniknęła bez śladu.

 

Nieśmiałe próby ratowania zabytku a śmiałość złodziei.

 

W latach siedemdziesiątych XX wieku udawano jeszcze podejmowanie pozytywnych działań dla ratowania Grodztwa. W 1975 i 1976 roku prowadzono prace przy odgruzowaniu i zabezpieczeniu dworu. W tym czasie Jadwiga Skibińska pełniąca funkcję Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Jeleniej Górze twierdziła, że zabytek zostanie zachowany w formie trwałej ruiny. 
Wiele osób żartuje z tzw. trwałych ruin, że z biegiem lat są one coraz mniej trwałe. Wszystko zależy jednak od stałej i wcale niezbyt kosztownej opieki. Dobrym przykładem jest zamek Lipowiec we wsi Wygiełzów w powiecie chrzanowskim (woj. małopolskie). Zabezpieczony w latach 1961-1969 i około 1975 roku do dziś pozostaje trwałą ruiną, z niewielkim muzeum w zadaszonej części zabytku. Jak można się przekonać zwłaszcza w dni wolne (weekendy, święta), obiekt jest chętnie odwiedzany przez turystów. 


Po pożarze z 1964 roku takie rozwiązanie było najlepszym i chyba najtańszym pomysłem na uratowanie Grodztwa. Niestety ze względów ekonomicznych przerwano prace nawet przy odgruzowaniu zabytku. Ostateczny upadek dworu rozpoczął się w marazmie schyłku Polski Ludowej w latach osiemdziesiątych XX wieku. Grodztwo oddano ostatecznie na łup miejscowych szabrowników, którzy wyciągali z niego co jeszcze mogło się przydać, czy to elementy kamieniarki, metal, drewno itd. Proceder ten kontynuowano po przemianach ustrojowych w 1989 roku. Przez dekady władzom samorządowym Kamiennej Góry nie przeszkadzała ta społeczna rozbiórka zabytku, aż wreszcie całkiem niedawno podjęto próbę jej zalegalizowania.

 

Jak pozbyć się trupa

 

W pierwszej dekadzie XXI wieku z Grodztwa pozostały już właściwie jedynie mury obwodowe z elementami oryginalnej kamieniarki na niedostępnych wyższych kondygnacjach, fragmenty ścian działowych i część grożących zawaleniem sklepień przyziemia i piwnic. O dworze po latach przypomniał sobie konserwator zabytków i nałożył na właściciela – samorząd Kamiennej Góry mandat za niewłaściwe zabezpieczenie zabytku. Wywołał tym niespodziewaną reakcję. Otóż władze miasta postanowiły pozbyć się problemu i w 2011 roku wystąpiły do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o wykreślenie obiektu z rejestru zabytków a ostatecznym celem podjętych działań było uzyskanie zgody na rozbiórkę renesansowego dworu. Ten kuriozalny pomysł przekroczył pewną barierę udawanej przyzwoitości i praworządności III Rzeczpospolitej i na szczęście nie został zrealizowany. Samorząd Kamiennej Góry znalazł inny sposób pozbycia się problemu. Zabytek został użyczony w formie dzierżawy Fundacji Ochrony Zabytków Architektury i Sztuki. Jak pokazało ostatnie pięć lat piękna nazwa fundacji jest doskonałym parawanem. Dwór nie został w żaden sposób zabezpieczony, terenu wokół zabytku nawet nie ogrodzono. Jedynie co spadła liczba odwiedzających go złodziei, bowiem powoli nie ma już co kraść. Wydaje się, że w Kamiennej Górze po opisanej powyżej burzy wszystko wróciło na „normalne” tory. Skoro nie ma szans na zalegalizowanie rozbiórki ostateczne zniszczenie zabytku pozostawiono siłom natury.

 

Więcej na stronie Pałace Śląskahttp://www.palaceslaska.pl/…/indeks-alf…/k/504-kamienna-gora

 

Damian Dąbrowski, Karolina Koszarska

Pałace Śląska